Nie wiem. Nie widziałam. Nie mogłam być tam przy nim. Odkąd utrzymanie rodziny spadło na moje barki, trenuję bycie w dwóch albo trzech miejscach na raz. Czasem mi się udaje. Tym razem jednak nie dało rady. Łza mi się kręciła w moim matczynym sercu, ale cóż...
Kiedyś, gdy Mikołajek opanuje dręczące go emocje, poradzi sobie ze wszystkim. Dziś jest jeszcze drobną kupką nieszczęścia, która rozpacza, gdy skończy się "Kubuś Puchatek", która wpada w histerię, gdy dźwięk jest za głośny, ludzi za dużo, czyjejś uwagi za dużo... A gdy nie ma przy nim mamy... Nie wiem, kto bardziej to przeżył, ja czy on.
wzruszające...
OdpowiedzUsuńdziękuję...
UsuńPiękne:) ja uważam że nie wazne jak jest na przedstawieniu. Dzieci i tak sie starają. Naerwy zjadaja nieraz najlepszych.
OdpowiedzUsuńDziękuję :-) Tak, przedstawienie to sprawa trzeciorzędna... A nerwy... Mikołajek ma nerwy cały czas. Można powiedzieć, bez przerwy...
Usuńaż łza się w oku kręci...
OdpowiedzUsuń...mi też...bardzo często...
Usuń