Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

powroty do prawie pustego domu

Powroty są zawsze na raz łatwe i trudne.
Łatwe, bo wreszcie w domu.
Trudne, bo to już nie Błota.
Bo nie ma uspakajającej energii morza.
Bo nie ma świeżego powietrza.
Bo ziemia jest teraz tak daleko, osiem pięter w dół windą.
Na niebie nie słychać żurawi. Tylko samoloty...

Ale Mikołajek jest szczęśliwy.
Skończyła się błogosławiona laba, wolność, złamany schemat, nieznane bliżej wyroki pogody i plany rodziców.
Wreszcie wszystko się poukłada, znów pójdzie do przedszkola, które ukochał i codziennie o nie pytał.
Będzie Ciocia Marta, i Wujek Pauek...

A kiedy nas nie było, na rękach mojej Mamy w ostatnią drogę odszedł mój ukochany urodzinowy kot - Przytulanka.... Choć się rozglądam, nie ma...
- Nie ma kotek - powiedział Mikołaj.
W powietrzu czuć jesień.



Po prawej Przytulanka przytulony do brata w kwietniu, gdy jeszcze sobie radził.



poniedziałek, 17 lutego 2014

międzynarodowy dzień kota czyli Mikołajek jako kot i nie kot...

Jak się mieszka w domu pełnym kotów, to trudno się dziwić, że na pytanie: "A za co się chcesz przebrać na balu przebierańców w tym roku?" twoje dziecko odpowiada: - Kot!

No dobrze. Kot. Uszy i ogon - dzieło Babci Wandy. <3
W ogonie siedział cały dzień, wracał w nim do domu, kazał sobie założyć na piżamkę, a potem poszedł w nim spać. Pytał o niego następnego dnia od rana.
Tramwajem jechał już wymalowany czarną kredką kupioną w ostatniej chwili przez Panią Grażynkę...<3
Malowanie Mikołaja to był wyczyn. To jakby malować skaczącą w ogniu iskierkę... ale udało się :D



W ogóle wszystko było na ostatnią chwilę... Ostatnio bowiem inaczej mi nie wychodzi...bo dzieje się, dzieje się, dzieje się...czasem dobrze. Czasem źle.



Moje dziecko ma ogon!!!

Pan Skarpeta nie życzył sobie dziś sesji fotograficznej.
Pan Skarpeta demonstracyjnie się odwrócił.
Pan Skarpeta ma trudny charakter.
No ale jakby nie było, stał się natchnieniem dla kostiumu Mikołajka... 




czwartek, 31 stycznia 2013

big hug

Dziś Międzynarodowy Dzień Przytulania :-)




U nas - przytulanie na różne sposoby. Nawet dziewczyny się przytulają, choć raczej z konieczności zmieszczenia się na kaloryferze, bo Dżesława (po lewej) oraz Ariel (po prawej) nie darzą się nadmiernym afektem.


Za to Monuś (wyżej) i Przytulanka (niżej) już jak najbardziej tak - ale Przytulanka przytula się wszędzie i do wszystkiego.

sobota, 17 marca 2012

prawo dżungli

Jessie łowi ryby - przez szybę.


Kiedy byłam w ciąży z Mikołajkiem, założyliśmy nasze akwarium. Miałam z tego frajdę i radochę. Teraz nadal mam radochę, ale frajdy już nie ma, bo nie mam czasu myć szybek z zieleni glonów i zmieniać wody raz w tygodniu, więc rybki, oględnie mówiąc, mają czasem takie warunki, o których marzył Nemo, kiedy był w niewoli u dentysty-sadysty.

Byłam w ciąży. Siedziałam na fotelu przed akwarium i patrzyłam na moje zbrojniki.
Zbrojniki - a były piękne - jakiś czas temu poszły do nieba.
Teraz nie mam czasu patrzeć na brzanki rekinie, które kupiłam jako "malutkie rybki, które już nie urosną i są zupełnie łagodne". Brzanki rekinie zjadły stado neonek. Stado gupików. Stado czegoś maleńkiego i pomarańczowego. Stado tetry też zjadły, razem z potomstwem. A były niewiele większe!
Jak wyjechaliśmy nad morze, ta największa, co taka była żarta - zażarta - udusiła się, kiedy Kot Marchewa odłączył pompę powietrza... Teraz największą frajdę i radochę mają koty, traktują akwarium jako telewizor i dzienną porcję rozrywki.

W naszym akwarium panuje prawo dżungli. Rekiny rosną, są coraz większe, a wczoraj zrobiły to samo, co dzieci w przedszkolu robią zwykle Mikołajkowi. Odgryzły wszystkie płetwy płaskobokowi - takiej roślinożernej piranii. Nie mógł już pływać, poddał się sztucznemu nurtowi wody, targało nim po korzeniach i roślinach. A te cholery podpływały i go jeszcze dogryzały na żywca... Prawo dżungli. Żeby przetrwać mógł cały gatunek, do puli genów mogą wejść tylko najsilniejsze egzemplarze. Czyste genetycznie. Pachnie nietzscheanizmem? To tylko zwykła biologia. Każda oznaka słabości jest często pretekstem do ataku, niekoniecznie przez obcy gatunek...

Neurony lustrzane są podobno wynalazkiem naczelnych. Odkryte u makaków, najwyżej rozwinięte są u ludzi. O dziwo to też mechanizm obronny, informacyjny. Jednak tylko u ludzi jest rozwinięty na tyle, aby współodczuwać...

Dzieci w przedszkolu integracyjnym Mikołajka mają słabo rozwinięte neurony lustrzane. Nie specjalnie promuje się też tak zwaną integrację. Dzieci, bezbłędnie rozpoznając chorobę Mikołajka - w każdym razie dużo szybciej niż lekarze na Karowej, pozwalały sobie na tyle samo, co moje brzanki rekinie. Zwykła biologia... Mikołaj nie mówi. Nie powie, kto go uderzył. Nie powie, kto zabrał mu zabawkę. Nie zadba o swoje potrzeby, bo nie mówi, jak inne dzieci - chcę to, chcę tamto... Na razie jego głosem jest Ciocia Grażynka. Pod jej czujnym okiem Mikołajek rozwija umiejętności dbania o siebie.
Niedmuchania w kaszę. I jest coraz w tym lepszy.

Zaskakujące, że nad podziw dobrze ma rozwiniętą empatię. Jego neurony lustrzane natychmiast rozpoznają i przekazują mu informację o tym, że ktoś cierpi. Mikołaj współczuje. Mikołaj potrafi płakać z kimś do towarzystwa. Głęboko przeżywa tragedie bohaterów filmowych.
Fakty są niepodważalne - jesteśmy najwyżej rozwiniętym gatunkiem. Empatia... Podobno potrafią to też delfiny i ...słonie.

piątek, 17 lutego 2012

poznajcie koty Mikołajka

No oczywiście, że świętujemy Międzynarodowy Dzień Kota! My oraz nasze obecne i byłe koty, które mieszkają teraz gdzieś indziej oraz te, które odeszły na zawsze... Poczet Kotów z felinoterapeutycznego stada rozpoczyna Przytulanka i Ozzy. Nazywam je Moimi Urodzinowymi Kotami, bo przygarnęliśmy je w zeszłym roku w moje urodziny a pochodzą z...   facebooka. Prawdę mówiąc, na początku miałam wątpliwości czy to koty, bo chore i wychudzone wyglądały jak szczury a nie syjamy.


Przytulanka


Dokładnie rok temu znalazłam na fejsie dramatyczny apel o ratowanie dziewięciu kotów. Samotna starsza pani, u której mieszkały i początkowo się mnożyły, nagle zmarła. Rodzina ze Stanów postanowiła sprzedać pilnie mieszkanie, a koty uśpić. Przytulanka i Ozzy (Przytulanka został przy swoim imieniu, a Ozzy był w poprzednim życiu Mruczusiem) trafiły do mnie tego samego dnia. Okazało się, że mieszkały niedaleko.

Przytulanka nie ważył czterech kilo, był wycieńczony, miał rozległe zapalenie zębów i dziąseł i niewiele przeciwciał. Nie sądziłam, że przeżyje. Ratowaliśmy go trzy tygodnie. Przeżył. Stracił prawie wszystkie zęby.
Początkowo nie chciał jeść, więc karmiłam go na siłę, po jednym kawałeczku - Mikołajek asystował - choć zwykle nie wytrzymywał do końca. Karmienie Przytulanki nie różniło się wiele od karmienia Mikołajka, który nie miał odruchu łykania...


Ozzy
Jego brat Ozzy był w lepszym stanie, choć też wygłodzony i wycieńczony. Oba były tak przestraszone, że zamieszkały ku ogromnej uciesze Mikołajka u niego pod łóżkiem.  I za nic w świecie nie chciały wyjść. Potygodniu wyjęłam je na siłę, położyłam na kanapie i zaczęłam uczyć, jak żyć w innym środowisku. Była to równie mozolna praca, jak codzienne ćwiczenia Mikołajka...

Każdy kot ma inny charakter i nie ma dwóch identycznych. Przytulanka - tak nazwała go starsza pani - zawdzięcza swoje imię temu, że do wszystkich i wszystkiego się przytula. Jest miękki jak maskotka i łagodny jak baranek. Syjamy miauczą w bardzo charakterystyczny, ochrypły sposób. Miauczenie Przytulanki przypomina skowyt demona. Ulubiona rozrywka - bycie gryzionym przez brata, mycie Fidelisa (przywódcy stada).

Ozzy jest lękliwy. Boi się każdego hałasu. Nie wychodzi spod stołu w kuchni. Kiedy chce pić, miauczy w niebogłosy, aby go zanieść do misek z wodą. Jest delikatny jak panienka. Przytulanka nie da sobie w kaszę dmuchać. Ozzy niestety nie. Ulubiona rozrywka - gryzienie Przytulanki.

Biszkopty, bo tak na nie mówię, mają już 11 lat, nie wiem, jak długo z nami zostaną...

czwartek, 2 lutego 2012

Kot w pustym mieszkaniu...

Dawno, dawno temu,  gdy byłam w klasie pierwszej liceum, pani od polskiego - czyli nasza wychowawczyni klasy o profilu humanistycznym kazała nam przygotować gazetkę ścienną, tak na dzień dobry. O poetach polskich. Moje koleżanki przygotowały gazetkę. Na pierwszym miejscu dumnie wisiał portret naszej Noblistki. Koleżanki podpisały go "Wiesława Szymborska". Nie pamiętam, czy to młodzieńcze wykroczenie przeciwko wartościom narodowym skończyło się pałą dla całej klasy, ale ja do końca życia zapamiętam to niezwykłe imię nawiązujące do mojej ukochanej rzeki, w której bliskim sąsiedztwie urodziły się ja i moje dzieci... A potem okazało się, że niezwykłe imię nosiła niezwykła osoba, której zabraknie...

W tym smutnym dniu został "Kot w pustym mieszkaniu"... Nic bardziej wymownego...

Wisława Szymborska

Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...