sobota, 30 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
przygoda mamy magenisiwej - migdałowy król
Przygody, jak widać, nie trafiają się tylko Mikołajkowi. W poniedziałek tatuś magenisiowy chciał mi zrobić niespodziankę i kupił mi prażone migdały. I jadłam ja sobie te migdały z błyskiem w oku, gdy nagle jeden z nich zrobił "myk" i wbił się w mój ząb. A mój ząb wbił się częściowo w siebie. A przynajmniej jedna połowa, bo druga tryumfowała znad dziąsła. Zastanowiłam się, czy to już ten obiecany koniec świata, bo ból był konkretny. I nie przestawał. Nasilał się. Więc następnego dnia rano poczyniłam działania w celu wyjaśnienia, o co temu zębu chodzi. Się wyjaśniło, że jednak będzie potrzebna interwencja chirurgiczna, ale trzeba poczekać. No to druga noc z głowy. I w środę, dzięki uprzejmości i pewnym rękom Cioci Dorotki, Najlepszej Przyjaciółki Zębów, udało się wreszcie dokonać dzieła wiekopomnego. Wielkiego Pożegnania Zęba. W bólach. Z szyciem. Z takim malutkim dłutkiem. I takimi maluśkimi szczypcami czy co tam było... Ehhh.... Przykładam do policzka lód. A Mikołajek tylko na niego czyha, bo niebieski lód w woreczku jest w towarem szczególnym. Leczy lepiej niż okłady z konika (przytulanka). Leczy lepiej niż okłady z chusteczki do nosa. I nawet lepiej od plasterka. Dlatego od dwóch dni przy każdej wywrotce czy rzekomym uderzeniu się o coś trwają negocjacje o niebieski woreczek z lodem. A pewnej nocy, jeszcze przed tą przygodą, gdy wstałam czegoś się napić, znalazłam ów niebieski woreczek leżący w kuchni, roboczo zawinięty w ściereczkę. Metodą dedukcji oraz badania śladów doszliśmy do faktu, że Mikołajek obudził się, jak co noc. Po pobudce uznał, że jest ranny albo coś w tym guście i wyjął z zamrażalnika lód. Dobrze, że zamknął zamrażalnik...
A teraz idę przyłożyć sobie do policzka ów lód, ale kiedyś Wam opowiem, jaką przygodę mieliśmy z zębem Mikołajka. I z nerwosolem...
niedziela, 24 marca 2013
wybudujemy wieżę
Wybudujmy wieżę! - powiedziała w niedzielę rano mama magenisiowa.Mikołajek był pełen entuzjazmu. Daniel też wykazał zainteresowanie.
No i wybudowaliśmy :-)
Po wybudowaniu Mikołajek wieżę rozłożył i klocki wrzucił do koszyka. Sam. Nikt go o to nie prosił.
Po 6 latach terapii sprzątanie po sobie stało się normalną czynnością...
Etykiety:
co lubi Mikołajek,
Daniel,
przygody Mikołajka
sobota, 23 marca 2013
bezglutenowy żurek dla Mikołajka - w sam raz na święta ;-)
Sprawa jest prosta. Idą święta. Ale nasze święta muszą być bezglutenowe. Z wiadomych powodów. No więc wymyśliłam świąteczny żurek dla Mikołajka. Bez glutenu. Bez nabiału. Bez cukru. Spróbujcie :-)
Podawać z białą kiełbasą lub gotowanym jajkiem. Smacznego!
Najsmaczniejszy jest następnego dnia, gdy się przegryzie.
Mikołajek powiedział - kwaśne!
Ale zjadł, bo było jajo :-)
- 2 litry wywaru z warzyw (marchewka, pietruszka, por, seler, listek laurowy, ziele angielskie, pieprz) - nie używamy soli, ale ktoś chce, to czemu nie (zakwas z kapusty czy ogórków ma już dużo soli, jeśli dodacie boczek, to on też zwykle jest słony)
- 3/4 litra zalewy - kwasu z kiszonej kapusty albo z kiszonych ogórków (z kapusty jest smaczniejszy)
- 2-3 ząbki czosnku
- 400 gramów ugotowanej kaszy jaglanej
- można dodać pokrojony w kostkę smażony boczek, majeranek do posypania
Podawać z białą kiełbasą lub gotowanym jajkiem. Smacznego!
Najsmaczniejszy jest następnego dnia, gdy się przegryzie.
Mikołajek powiedział - kwaśne!
Ale zjadł, bo było jajo :-)
piątek, 22 marca 2013
mokra kołdra
Jak wiadomo, kołdra może być sucha lub mokra. Kołdra Mikołajka dziś np jest mokra. A czemu? Bo się zsiusiała. I teraz po upraniu wisi i przygląda się okolicy. Uwierzcie mi, pranie puchowej kołdry tymi ręcami o szóstej rano jest dość metafizycznym doświadczeniem... Tak więc kołdra u Mikołajka bywa mokra. A czemu? A temu, że Mikołajek czasem lubi w nocy sobie wstać i pożyć. Zdjąć pieluchę, która niestety jest jeszcze potrzebna. Rozebrać się i przebrać. Pobuszować w kuchni. Pobawić się zabawkami w pokoju. A nawet, przy świetle księżyca pooglądać swoje książeczki, które w nocy wyglądają przecież inaczej niż w dzień. Nocne życie, gdy starzy śpią, bywa kuszące... Oj tak... A potem, gdy uda mu się mimo wszystko starych nie obudzić, należy szybciutko wleźć pod kołdrę, bo zimno! A że bez pieluchy... A potem nad ranem - niezwykłe odkrycie. Spod mokrej kołdry wyłania się mokry Mikołajek...
czwartek, 21 marca 2013
wtorek, 19 marca 2013
mam 6 lat
Kochany Synku... Sześć lat temu po prostu się urodziłeś - choć wcale nie było to proste... Rodziłeś się wiele razy, ale w końcu przyszedłeś na świat dopiero w marcu. A może - już w marcu, bo przecież Twój czas, żeby zobaczyć świat, to był kwiecień.
Ten nasz początek był trudny. Miałeś nie żyć nie chodzić nie siedzieć nie mówić nie myśleć nie jeść samodzielnie i nawet nie siusiać... A jednak udało się to wszystko, bo byłeś silny, ja się nie poddawałam i Wszechświat stworzył nam możliwości. Przez te sześć lat spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi, którzy towarzyszyli nam na naszej drodze. Nie wszyscy byli mili, mądrzy i sympatyczni... ale każdy nas czegoś nauczył. Przez te sześć lat moja miłość matki do Ciebie rosła i pęczniała jak róża.
Kiedy to piszę, gardło mam zaciśnięte... Ze wzruszenia. Czasami myślę, co by było, gdybyś był Mikołajkiem bez Smith-Magenis, i widzę, ilu rzeczy bym się nie nauczyła...bo i Smith-Magenis w międzyczasie zdążyłam pokochać...
No właśnie... Tak myślałam, że nie obędzie się bez wzruszeń... Bez tych gorących łez po policzku, przypominających mi, jak piękny i ważny jest każdy dzień, że należy się cieszyć z każdej minuty, jaką możemy spędzić razem, nie ważne, czy krzyczysz, czy złościsz się, i nie ma z Tobą kontaktu, czy dajesz mi spontanicznie zrobiony z klocków kwiatek - jak różę... Każda chwila z Tobą jest ważna i na swój sposób piękna. Każda chwila z Tobą jest wyjątkowa i zmusza mnie do zmiany. Dzięki Tobie, Synku, codziennie uczę się cierpliwości, akceptacji oraz tego, że na wiele rzeczy nie mam wpływu - i nie mogę mieć, wtedy jestem jak woda. Płynę z nurtem... A na zdjęciu My - Ty malutki, i mój cień. Właśnie wyszliśmy ze szpitala. Masz dwa tygodnie. A ja dwa tygodnie przepłakanych nocy. Bardzo Cię kocham, Synku.
Ten nasz początek był trudny. Miałeś nie żyć nie chodzić nie siedzieć nie mówić nie myśleć nie jeść samodzielnie i nawet nie siusiać... A jednak udało się to wszystko, bo byłeś silny, ja się nie poddawałam i Wszechświat stworzył nam możliwości. Przez te sześć lat spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi, którzy towarzyszyli nam na naszej drodze. Nie wszyscy byli mili, mądrzy i sympatyczni... ale każdy nas czegoś nauczył. Przez te sześć lat moja miłość matki do Ciebie rosła i pęczniała jak róża.
Kiedy to piszę, gardło mam zaciśnięte... Ze wzruszenia. Czasami myślę, co by było, gdybyś był Mikołajkiem bez Smith-Magenis, i widzę, ilu rzeczy bym się nie nauczyła...bo i Smith-Magenis w międzyczasie zdążyłam pokochać...
No właśnie... Tak myślałam, że nie obędzie się bez wzruszeń... Bez tych gorących łez po policzku, przypominających mi, jak piękny i ważny jest każdy dzień, że należy się cieszyć z każdej minuty, jaką możemy spędzić razem, nie ważne, czy krzyczysz, czy złościsz się, i nie ma z Tobą kontaktu, czy dajesz mi spontanicznie zrobiony z klocków kwiatek - jak różę... Każda chwila z Tobą jest ważna i na swój sposób piękna. Każda chwila z Tobą jest wyjątkowa i zmusza mnie do zmiany. Dzięki Tobie, Synku, codziennie uczę się cierpliwości, akceptacji oraz tego, że na wiele rzeczy nie mam wpływu - i nie mogę mieć, wtedy jestem jak woda. Płynę z nurtem... A na zdjęciu My - Ty malutki, i mój cień. Właśnie wyszliśmy ze szpitala. Masz dwa tygodnie. A ja dwa tygodnie przepłakanych nocy. Bardzo Cię kocham, Synku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





