Wczoraj Mikołajek wykleił nową wyklejankę - prezent od Nietoperka. Tym razem padło na helikopter. (Hmmm, zawsze się zastanawiałam, czemu nie Kasikopter).
Owszem, helikopter pięknie wyklejony, ale jeszcze trzeba po sobie posprzątać, co absolutnie nie jest mocną stroną Mikołajka. Po haśle "sprzątanie" nastąpiło rytualne "nie". Z wykrzyknikiem. Oraz pokład na podłodze. Więc Mikołajek z miną "wygrałem" pokłada się na podłodze, a papierki po wyklejankowych naklejkach walają się obok na dywanie, w sam raz dla Daniela, który chętnie pozbierałby każdy jeden taki maleńki papierek i skonsumował. No ale na Mikołajka zawsze znajdzie się jakiś niekonwencjonalny sposób (na razie), dużo lepszy niż zalecana przez moją teściową tresura. (tak! ) (sic!) (ołje!) - podobno tresowane dzieci się słuchają, a Mikołajek się źle zachowuje, bo jest niewytresowany!
Patrzę więc na dywan i na Mikołajka, słucham jego zaczepno-wojowniczego-niewytresowanego "nie", a na mnie spogląda setka papierków. Zaraz pojawi się Daniel i wszystkie wepchnie sobie do buzi... Ach! Iluminacja! Oświecenie! Edukacja przedszkolna i bajka "Kopciuszek" nie poszły w las. Łapię za jeden z plastikowych kubeczków, którymi bawi się Mikołajek i pytam go, czy zbierał już kiedyś papierki do kubeczka. Dziecko się zainteresowało. Wstało. Wzięło ode mnie kubeczek. Bez ani jednego słowa, w zupełnej ciszy i całkowitym skupieniu pozbierało papierki. Oddało mi pełny kubeczek, a wręczając mi go, powiedziało z dumą "Mama!" - w sensie 'mama, zobacz, co sam zrobiłem!
Daniel nie zjadł ani jednego papierka!
wtorek, 15 stycznia 2013
niedziela, 13 stycznia 2013
biedroneczki są w kropeczki
Jak wiadomo są w kropeczki biedroneczki. Te piękne biedronki przyszły do mnie na pocztowych nóżkach 31 grudnia zeszłego roku (tak! to był zeszły rok) i są świąteczno-noworocznym prezentem od firmy SuziArt, której właścicielka Agnieszka tworzy niepowtarzalną biżuterię. Sytuacja o tyle niezwykła, że to jeden z niewielu prezentów jakie dostałam w tym roku, a Agnieszka wraz z SuziArt wspiera Mikołajka.
Dziękuję :-) Obok motyli i pająków - biedronki są moimi ulubionymi robaczkami :-)
Dziękuję :-) Obok motyli i pająków - biedronki są moimi ulubionymi robaczkami :-)
Etykiety:
mama magenisiowa,
niezwykli ludzie,
prezenty
piątek, 11 stycznia 2013
wpis stomatologiczny
Muszę się pochwalić. Od środy per saldo mamy więcej zębów - jako rodzina.
Danielowi przybyła prawa jedynka na górze. Od razu lepiej śpi. To oznacza, że i ja lepiej śpię. Ale zanim postanowiła się ukazać, działo się...
Danielowi przybyła prawa jedynka na górze. Od razu lepiej śpi. To oznacza, że i ja lepiej śpię. Ale zanim postanowiła się ukazać, działo się...
wtorek, 8 stycznia 2013
rezydencja wielkiego ucha
Rezydencja Wielkiego Ucha jest pokaźna i dla niepoznaki umieszczona koło drugiej rezydencji, całkowicie prywatnej, podobnej wielkości (różnicę stanowią tylko złote klamki), w której to rezydencji mieszkają ślimaki. Jest ich tysiąc pięćsetstodziewięćset, ale nie zrobiłam zdjęcia. Stoją sobie w gablotach i na półkach, wiszą na ścianach. Są elementami ornamentów podłogowych. Dom ślimaka to prywatny ośrodek leczenia słuchu Medicus, a obok mieszka Wielkie Ucho, czyli Światowe Centrum Słuchu. Oczywiście natychmiast po przyjeździe do Nadarzyna udało mi się pomylić te dwie rezydencje - Dom Ślimaków - prywatny ośrodek leczenia słuchu i Wielkie Ucho, Światowe Centrum Słuchu, sponsorowane również z mojego portfela, czyli przez NFZ. Na szczęście za ekskluzywnym ogrodzeniem Centrum mieszkają kury, kaczki i drób - w pięknym, prawdziwym kurniku, a kogut piał, gdy wysiadałam z samochodu, jak opętany, więc chroniła mnie Opatrzność, abym nie doznała szoku od tej światowości, skoro i tak super miła pani w recepcji wysłała mnie z dzieckiem najpierw do szatni, a potem na drugie piętro, na które prowadziły marmury, abym tam mogła się dowiedzieć, że "to nie do nas tylko tam".
Był poranek. Mroźny poranek. Z nieba padały kuleczki śniegu, a ja się zastanawiałam, czy w szatni Mikołajek znów zrobi mega awanturę. Opuściliśmy więc marmurowy Dom Naprawdę Wielu Ślimaków, symbolizujących nie tylko ślimaka z ucha, ale i proces myślowy pani z recepcji i wśród szlochów i innych dźwięków wydawanych przez Mikołajka udaliśmy się do mniej okazałej Rezydencji Wielkiego Ucha (NFZ), aby w pokoju T1 raz jeszcze opowiedzieć naszą wzruszającą historię i trafić na listę oczekujących na przyjęcie do szpitala, w celu określenia stopnia uszkodzenia kory słuchowej, bo taka jest wstępna diagnoza.
Hitem dnia okazały się niebieskie ochraniacze na buty, które musieliśmy założyć u Ślimaków, aby nie uwalać marmurów. Mikołajek nie chciał ich zdjąć. Pozbyliśmy się ich dopiero w domu. Od razu przypomina mi się historia z dawnych lat, gdy moja Babcia odwiedziła mnie w szpitalu po operacji. Ponieważ Babcia patrzy sercem, a nie pod nogi, właśnie w takich ochraniaczach, oszołomiona moim widokiem, była uprzejma opuścić oddział i przejechać pół Warszawy, aby zdjąć je dopiero w domu. No cóż. Mikołajek postanowił widocznie kultywować rodzinne tradycje...
Po co ciągnęliśmy ze sobą dziecko aż do Nadarzyna, aby Pani Doktor z Rezydencji Wielkiego Ucha po zajrzeniu do uszu i do nosa Mikołajka powiedziała DOKŁADNIE to samo, co Pani Doktor z Oddziału w Warszawie? Że potrzebne badania w trakcie hospitalizacji? No tego nie wiem. Ale Mikołajek usłyszał koguta. A kogut Mikołajka.
Poniżej dokumentacja fotograficzna (np dla prasy) (kogut się schował)
Był poranek. Mroźny poranek. Z nieba padały kuleczki śniegu, a ja się zastanawiałam, czy w szatni Mikołajek znów zrobi mega awanturę. Opuściliśmy więc marmurowy Dom Naprawdę Wielu Ślimaków, symbolizujących nie tylko ślimaka z ucha, ale i proces myślowy pani z recepcji i wśród szlochów i innych dźwięków wydawanych przez Mikołajka udaliśmy się do mniej okazałej Rezydencji Wielkiego Ucha (NFZ), aby w pokoju T1 raz jeszcze opowiedzieć naszą wzruszającą historię i trafić na listę oczekujących na przyjęcie do szpitala, w celu określenia stopnia uszkodzenia kory słuchowej, bo taka jest wstępna diagnoza.
Hitem dnia okazały się niebieskie ochraniacze na buty, które musieliśmy założyć u Ślimaków, aby nie uwalać marmurów. Mikołajek nie chciał ich zdjąć. Pozbyliśmy się ich dopiero w domu. Od razu przypomina mi się historia z dawnych lat, gdy moja Babcia odwiedziła mnie w szpitalu po operacji. Ponieważ Babcia patrzy sercem, a nie pod nogi, właśnie w takich ochraniaczach, oszołomiona moim widokiem, była uprzejma opuścić oddział i przejechać pół Warszawy, aby zdjąć je dopiero w domu. No cóż. Mikołajek postanowił widocznie kultywować rodzinne tradycje...
Po co ciągnęliśmy ze sobą dziecko aż do Nadarzyna, aby Pani Doktor z Rezydencji Wielkiego Ucha po zajrzeniu do uszu i do nosa Mikołajka powiedziała DOKŁADNIE to samo, co Pani Doktor z Oddziału w Warszawie? Że potrzebne badania w trakcie hospitalizacji? No tego nie wiem. Ale Mikołajek usłyszał koguta. A kogut Mikołajka.
Poniżej dokumentacja fotograficzna (np dla prasy) (kogut się schował)
![]() |
| Z ukochanym konikiem na tle Domu Wielu Ślimaków |
![]() |
| Światowe Centrum Słuchu (gdyby ktoś miał wątpliwości) |
![]() |
| Nowoczesne latarnie diodowe pod Światowym Centrum Słuchu - przypominają pogrzebacz... |
![]() |
| Badanie "słuchu" wciąż w niebieskich, fascynujących ochraniaczach. |
![]() |
| Nieznanej urody ptak zamieszkujący gniazdo na klombie Światowego Centrum |
![]() |
| Światowe Centrum Słuchu - budynek przychodni. Pierwsze drzewo zawiera gniazdko (bynajmniej nieelektryczne). |
![]() |
| Wciąż niedające się zdjąć ochraniacze. |
![]() |
| A balonik w przedszkolu ozdobił sam Mikołajek :-) |
niedziela, 6 stycznia 2013
rozmowy toaletowe
Dzień, kiedy Mikołajek pierwszy raz usiał na nocnik, był dla nas przełomowy. To był duży krok do samodzielności Mikołajka. I do jego samoświadomości. Nie trzeba nosić już ze sobą pieluch. Za to trzeba nosić porcję ubrań na zmianę. Od dwóch lat Mikołajek opanowuje trudną sztukę samodzielnego korzystania najpierw z nocnika, a teraz z ubikacji. Codziennie wiąże się to z masą radości zarówno dla nas, jak i dla niego. Są okrzyki bojowe, problemy z papierem toaletowym oraz radosne spuszczanie wody. Dzisiejsza próbka:
Mikołajek biegnie truchcikiem do toalety, zdejmując po drodze dolne części garderoby.
Próbuję wyjaśnić sytuację:
- Siku?
- Nie!
- Kupa? (to zdecydowanie wyższy level, wymagający jak na razie pomocy kogoś starszego stopniem).
- Nie!
- To co? - pytam z ciekawości.
- Tata!
Mikołajek biegnie truchcikiem do toalety, zdejmując po drodze dolne części garderoby.
Próbuję wyjaśnić sytuację:
- Siku?
- Nie!
- Kupa? (to zdecydowanie wyższy level, wymagający jak na razie pomocy kogoś starszego stopniem).
- Nie!
- To co? - pytam z ciekawości.
- Tata!
czwartek, 3 stycznia 2013
trzęsienie ziemi
Znany ze swojego niezwykłego reżyserskiego podejścia Alfred Hitchook mawiał, że należy zacząć od trzęsienia ziemi, a potem powinno się stopniowo zwiększać napięcie. Tak też zaczął się nasz Nowy Rok 2013. Przywitałam go szczególnie. Trzymając w dłoni stópkę śpiącego Daniela. Mikołaj spał spokojnie w swoim łóżeczku, nie przeszkadzały mu strzały wystrzały. Danielowi, póki go trzymałam za nogę, też nie... Pierwszy raz Mikołajek nie oglądał fajerwerków, choć piękny widok za naszym oknem pozwala zobaczyć fajerwerki z prawie całego miasta. Po prostu spał, a obok huczało.
Wracając do trzęsienia ziemi... Właśnie od niego się zaczęło. Tatuś magenisiowy dostał wiadomość, że z pracy w dużej bezpiecznej korporacji nici, Mikołajek oblał się wrzątkiem, ale po wstępnych badaniach i oględzinach okazało się, że nic oprócz lekkiego zaczerwienienia na stopie się nie stało, a teściowa zadzwoniła z życzeniami noworocznymi "Żebyś się uśmiechała"... Dziwne to były życzenia. Np taki Joker uśmiechał się cały czas...

pics on Sodahead
Wracając do trzęsienia ziemi... Właśnie od niego się zaczęło. Tatuś magenisiowy dostał wiadomość, że z pracy w dużej bezpiecznej korporacji nici, Mikołajek oblał się wrzątkiem, ale po wstępnych badaniach i oględzinach okazało się, że nic oprócz lekkiego zaczerwienienia na stopie się nie stało, a teściowa zadzwoniła z życzeniami noworocznymi "Żebyś się uśmiechała"... Dziwne to były życzenia. Np taki Joker uśmiechał się cały czas...
pics on Sodahead
wtorek, 1 stycznia 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)








