niedziela, 13 maja 2012

łańcuszek blogujących mam - czyli Mikołajek sprawdził, co kryje sie w torebce magenisiowej mamy

Mama Doskonała zaprosiła mnie do zabawy blogujących mam, więc aby łańcuszek się nie przerwał - jedziemy!

Zasady zabawy są proste:)

  1. Zdradź, kto zaprosił Cię do zabawy
  2. Wymień 5 kosmetyków, bez których nie wychodzisz z domu (podaj nazwy producentów, możesz zamieścić zdjęcia)
  3. Zaproś 5 innych osób 
A więc - nie wychodzę z domu bez:

- balsamu Tisane (nie rozstaję się z Tisane)
- kremu Lipobase - głównie do użytku Mikołajka
- żelu do natychmiastowego oczyszczenia brudnych łapek (mam pięć różnych)

Inne kosmetyki wpadają absolutnie przypadkowo lub z powodu konieczności, na zdjęciu Mikołajek trzyma jeszcze cienie Chanel khaki i Flower by Kenzo, którymi spryskał kanapę :-)
Zapraszam do zabawy:

Świteziankę (która mnie przeklnie i splunie przez lewe ramię, a może nawet się uśmieje)
Pen
mtotowangu

/Nie udało mi się zmieścić w magicznej piątce, ale za to  doskonała trójka/

Miłej Zabawy :-)








piątek, 11 maja 2012

inwazja czarnej stonki vel mrówek faraona

Co roku nasz burmistrz urządza nam pod oknami jakąś wątpliwą atrakcję - z mojego punktu widzenia. Ta atrakcja co roku nazywa się festiwal "Sonicsphere" i jest faktycznie sferą dźwięku, który wdziera się do mózgu bez pytania o zgodę. Bowiem jest to festiwal metalowy. Tak metalowy, że dwa lata temu oraz w tym roku firmowała go sama Metallica ( w zeszłym to nie pamiętam, pewnie też ). Rzecznik prasowy burmistrza zapewnia, że produkowane przez festiwal dźwięki są na poziomie bezpieczeństwa środowiska naturalnego, a w szczególności niczego winnych łosiów z sąsiadującego z festiwalem rezerwatu "Łosiowe Błota". Dwa lata temu słynna metalowa Metallica była uprzejma przyjechać dzień wcześniej i testować wytrzymałość mojej porcelany, która podrygiwała na próbie zespołu w rytm gitary basowej, bowiem basista Metallicy dzień przed koncertem, podejrzewam że do spółki z dźwiękowcem, zapragnął sprawdzić, ile wyrobią łosie. Podobno żaden nie odszedł od fali dźwiękowej, ale samych telefonów na straż miejską i policję było około 1000. Przy pierwszych akordach próbnych mieliśmy wrażenie, że Amerykanie testują na nas jakąś nową broń, ale następnego dnia koncert odbył się ciszej. Za to rzecznik prasowy burmistrza podkreślał później w lokalnej prasie, że te fale dźwiękowe były dla dobra mieszkańców, żeby nie musieli płacić za bilet i słuchali muzy za darmo nie dość, ze u siebie na balkonie, to jeszcze wykonywanej na żywo przez prawdziwych zagranicznych muzyków. Wow!!! I tak o to od kilku lat zasypiam przy wykonywanych na żywo "Nothing else matters", choć wolę "One"...

Dwa lata temu, kiedy zaczęła się próba wytrzymałości okolicznych mieszkańców oraz biednych łosi, Mikołajek akurat zasnął. A kiedy Mikołajek zaśnie, to już nic go nie ruszy... Przez pierwsze dwie godziny snu jest odcięty od środowiska, a śpi tak głęboko, że nawet basista Metallicy grający na mojej porcelanie nie jest go w stanie obudzić. Co jest niezywkle ważnym wnioskiem medycznym. Dlatego z tego miejsca pragnę podziękować organizatorem "Sonicsphere", że umożliwili mi na drodze eksperymetu sprawdzenie snu mojego dziecka. Ponieważ rozpoczynamy trzecie podejście do bezsseności Mikołajka, będzie to fakt niezbity na drodze do leczenia.

A teraz słowo o czarnej stonce. Czarna stonka ma na sobie glany albo coś czarnego i ciężkiego, czarną koszulkę (w przeciwieństwie do rycerzy, którzy się noszą w dni powszednie na biało), do tego czarne dżinsy no i skórę. Motywy przewodnie na koszulkach: "Metallica", "Slayer", etc. Czarna stonka chodzi jedna za drugą jak mrówki faraona, klnie jak szewc i kupuje wszędzie piwo (jak rycerze). A po koncercie sika na samochody, do śmietników i na ogrodzenia.

Aby  zapobiec inwazji czarnej stoki na tereny zamieszkałe przez mieszkańców i łosie, Polica w swej niezywkłej inteligencji zamknęła na amen drogę dojazdową do ośrodka terapii dzieci autystycznych, gdzie terapeutyzuje się Mikołajek. Zamknęła ją z dwóch stron. I kilometr z każdej strony. Tatuś Magenisiowy zawiózł więc Mikołajka na terapię, ale jak chciał odebrać, to pan Policjant powiedział coś po policyjnemu i Magenisiowego Tatusia zatkało. Bo zrozumiał, że nie może dojechać do dziecka. Że dziecko zostanie być może na noc w tym hałasie (ośrodek ma widok na scenę) i że pana Policjanta nie interesuje, że dziecko jest niepełnosprawne, że nie dojdzie do domu na nóżkach i że jest tam samo z terapeutami i że chce do domu. I tak dalej. Wreszcie pan Policjant po długich negocjacjach - a Tatuś Magenisiowy w akcie desperacji zablokował jedyną nie zamkniętą drogę, czyli główną arterię dojazdową dla czarnej stonki - no więc pan Policjant wreszcie Tatusia Magenisowego wpuścił a potem wypuścił i Tatuś Magenisowy odzyskał w ten sposób naszego synka.

Idę sobie włączyć "Piaskowego Dziadka".

środa, 9 maja 2012

poważna rozmowa na poważny temat

- Mikołajku, twoja Babcia jest chora i pojechała do szpitala.

I choć właśnie oglądał bajkę, posmutniał, opuścił główkę jakby się zawstydził i powiedział pod nosem coś bardzo po swojemu.

wtorek, 8 maja 2012

ulotne chwile łapię jak motyle....

Wczoraj w głębokim szoku obejrzałam na jakimś kanale dla kur domowych program o dzieciach pod wiele znaczącym tytułem: Dziecko... i po co mi to było? Stylizujące się na nowoczesne, otwarte oraz do bólu szczere matki jednego, dwojga, trojga oraz czworga zupełnie zdrowych dzieci odkrywają prawdę o przekleństwie, jakie na nie spadło. Poród okazał się tylko wstępem do piekła, które zafundowało im życie. Dzieci robią kupę (!!!), wyją, marudzą, terroryzują, rzygają i rozmazują na sobie i ścianach, wymuszają, nie rozumieją rzeczowych argumentów (!!!), brudzą a nie czyszczą i niszczą oraz rujnują życie matki, która, cytuję: w domu umiera z nudów, coś w niej umiera, jest samotna w domu z dzieckiem.... Do tego sprowadza się moje życie??? - To nic ciekawego!!! Siadam i płaczę... Gnoje... Dziecko zniszczyło nasz związek z mężem (!!!) Macierzyństwo to stracone lata mojego życia!

(!!!) (!!!) (!!!)


Gdy Mikołajek skończył rok i wszystko się w miarę zaczęło regulować, poszłam z nim na piękny majowy spacer. Na skwerku osiedlowym przekwitała jedyna magnolia. Patrzyłam na nią  i świat znów był piękny, mimo całego cierpienia, które przez ostatni rok zagościło pod naszym dachem. Poczułam, że mimo tej strasznej gonitwy za zdrowiem Mikołajka ten czas z maleńkim dzieckiem jest tak bardzo krótki, że ani się obejrzę, a pójdzie na studia, ożeni się i wyjedzie za granicę, a ja zacznę tęsknić za pieluchami, grzechotkami i niekończącym się wyciem. I miałam rację. Zaczęłam więc w sercu kolekcjonować te wszystkie chwile z nim, całusy po rozstaniach, płacze i krzyki i złości. 

To naprawdę tylko chwilka, kiedy są takie malutkie! Patrzę na Daniela i serce mi zamiera, bo ten cudny okres jego niemowlęctwa zaraz się skończy... Bo gdzie jest mój maleńki Mikołajek? Nie ten śliczny, uśmiechnięty chłopczyk, metr dziesięć, tylko ten grubaśny noworodek, patrzący uważnymi, nieruchomymi, ciemnymi oczkami... Gdzie te fałdki? Gdzie noszenie na rękach, nieustanne przytulanie, karmienie piersią, całodobowy, nieprzerwany kontakt... Nie ma. Skończyło się. Teraz mam kochanego, zbuntowanego pięciolatka, który zamyka się w pokoju i woli czas spędzić z bajką niż z mamą. Czas tak szybko leci...

Spotkałam tydzień temu sąsiadkę, urodziła właśnie chłopca. Mówi mi, że już tydzień po porodzie była gotowa wrócić do pracy, ale bała się, co ludzie powiedzą...

Te małe nóżki, cudne uśmiechy, grubaśne łapki, jedyne w na świecie ufne, bezwzględnie kochające oczka... Te dziwne miny, gugania, plucie... Czas z moimi dziećmi - to czas, który dostałam w prezencie :-)


lany tydzień

Wczoraj Mikołajek zarządził lany poniedziałek, trochę spóźniony.
Elegancko zalał się zupą. Cały. Trzeba było na gwałt dowozić do przedszkola suche ubrania.
Po południu w domu wylał na siebie cały kubek picia.
Dziś zarządził lany wtorek - przed wyjściem zalał się od stóp do głów - jabłkowym sokiem.

Zmienia się gwałtownie pogoda i ciśnienia. Ciepło - zimno, zimno - ciepło. Niż - wyż. Główka gorzej pracuje, koncentracja i tak kiepska zupełnie siada, zmęczenie po bezsennych nocach dokłada swoje, chore rączki słabiej trzymają... Zapowiada się lany, bezsenny jak to zwykle wiosną, tydzień.

środa, 2 maja 2012

rycerz z rycerzowa

Zrobili nam pod oknami międzynarodowy turniej rycerski.
Rycerzy w strojach wieśniaków w starych ciżmach i zalanych piwem lnianych koszulach na modłę "Chłopów" można spotkać w każdym sklepie podczas dokonywania aprowizacji - z moich obserwacji wynika, że rycerze żywią się głównie piwem.
Wejście na turniej 40 zeta od osoby, a dzieci 20, więc odbiliśmy się z Mikołajkiem od bramy w stylu osady w Biskupinie i udaliśmy się obejrzeć stragany - za darmo.

Wg Mikołajka najciekawsze były stragany z kiełbasą z rusztu, z hotdogami, z lodami oraz jeden z mieczami i innym rycerskim osprzętem. Najbardziej podobał mu się miecz dwuręczny - większy od niego, tarcza z wystawy, kontusz krzyżacki z irchy oraz garczek na łeb - przyłbica mu się nie spodobała. Złapał nawet za topór, ale w końcu zrezygnował. Chwilę upierał się przy kuszy. Pan straganowy w stroju średniowiecznego chłopka roztropka (nawet paznokcie u nóg miał podhodowane na tę okazję) biegał wokół nas jak kot z pęcherzem, myśląc chyba, że kroi się niezły interes, ale Mikołajek broń obejrzał i się zmył w kierunku lodów dla rycerzy- próbując mnie jeszcze namówić na półmetrową kiełbasę z grilla.

Pan od rycerskich atrap zrobił dramatycznie smutną minę, tak zawiedzioną, że byłam gotowa kupić jakiś drewniany mieczyk dla siebie, ale wrócił mi rozum. Pan straganowy nie mógł jakoś zrozumieć, że jakieś dziecko nie chciało ani miecza, ani topora, ani korbacza, ani nawet krzyżackiego kaptura...

Ostatecznie skończyło się na balonie napełnionym helem w kształcie Zygzaka McQuinn'a (który wisi teraz pod sufitem).

Mikołajek i jego chude nóżki, fosa oraz osada rycerska.

Zygzak McQuinn

Krzyżak z toporem - koncepcja własna Mikołajka.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...