piątek, 30 listopada 2012

deszcze niespokojne potargały sad...


 
 
Kiedy wiele dni pada deszcz i wieje wiatr, w Mikołajku budzi się Mroczny Pasażer. Mroczny Pasażer powoduje, że zmiany pogodowe wywołane różnicą ciśnień i brakiem światła słonecznego doprowadzają Mikołajka do szału. Ma ochotę ryczeć krzyczeć wić się bić mnie siebie brata i tatusia, rzucać przedmiotami, a nade wszystko po prostu robić awantury. A to dlatego, że jest bardzo senny.  Podczas przesileń trwa w półśnie, jakby wcale nie przechodził do stanu czuwania. Albo jak niedźwiedź - hibernuje. Zasypia o różnych porach na siedząco. Podczas zabawy na białym dywanie. Podczas oglądania bajki na kanapie. Podczas jedzenia nad obiadem. A jeśli chce spać, a nie może, bo np właśnie biegnie życie, staje się drażliwy jak baba, co gotuje obiad w siedmiu garach. Znów w nocy spać już nie może... co czyni całą sytuację jeszcze bardziej atrakcyjną. Przedwczoraj wyrwał ze ściany szafkę na klucze wraz z drzwiczkami. Wczoraj poszedł do przedszkola bez obiadu. Dziś też - bo chciał spać, a nie jeść obiad, ubierać się i wychodzić, jak wyraźnie zaznaczył, zanim zrobił kolejną awanturę. Niecierpliwie więc oczekuję końca świata (planowany jest na 21 grudnia tego roku), w wyniku którego zmienią się bieguny, dzięki czemu nastąpi przesunięcie osi ziemi, a Polska znajdzie się w strefie równikowej. Ta sama pogoda. Stały rytm dnia i nocy. Deszcze o jednym czasie. Słońce o świcie. Pełen spokój i luz.
 
 
 
 





środa, 28 listopada 2012

biały dywan

Jakiś czas temu Mikołajkowi bardzo spodobał się leżący u Cioci na podłodze salonu biały dywan. Byliśmy w odwiedzinach i Mikołajek dosłownie oszalał na punkcie tego dywanu. Skakał po nim, kładł się i wałkował, krzyczał i biegał w jego obrębie, szalejąc z radości. Nic dziwnego, bo dywan był piękny, mięciutki i bielutki. Sama się nim zachwyciłam. Ciocia postanowiła więc, że taki sam dywan trafi do Mikołajka. Ile radości było podczas kładzenia go, rozwijania z rulonu...
Mikołajek robił wrażenie, jakby spodziewał się, że dywan conajmniej odleci... Biegał po nim bosymi stópkami, okazując pełnię szczęścia całym ciałem. (Potem z tej radości się przebodźcował i dostał klasycznego szału).

Dziś nasz biały dywan już nie jest biały. Nosi ślady wszystkiego tego, czego do tej pory doświadczyliśmy jako rodzina.  Ma plamy po winie (urodziny Mikołajka). Po kawie (nieprzespane noce). Po kocie (nie zdążył). Po kakao (odrobina luksusu). Po marchewce (pierwsza marchewka, zwroty marchewki). Został zasikany przez Mikołaja, został obsikany przez Daniela. Ma też wiele innych plam nieznanego pochodzenia, do których nikt się nie chce przyznać... I wdeptał się od chodzenia w podłogę. Jego wełniane włosie nie masuje już tak przyjemnie stópek, jak kiedyś. Przeżył z nami długie trzy lata...

Zawsze, gdy na niego patrzę, przypominam sobie historię Virginii Satir, jej pacjentki i jej dywanu.

Owa pacjentka posiadała piękny, puszysty, biały dywan. Posiadała też rodzinę składającą się z dzieci, męża oraz psa. Wszyscy oprócz niej traktowali ów piekny biały dywan po macoszemu. Chodzili po nim (!!!) - przez co opadało włosie, jedli w jego okolicy, brudzili go na inne sposoby i stawał się coraz mniej biały i coraz mniej puszysty. W ogóle, o zgrozo, używali go tak, jak używa się dywanu. Pies lubił się na nim tarzać... Pani cierpiała patrząc, jakie katusze przeżywał codziennie jej ukochany, już nie całkiem biały, ani nie całkiem puszysty dywan. Ba! Dbanie o dywan stało się ważnym elementem jej życia, żeby nie powiedzieć - obsesją. Goniła psa, aby nie spał na dywanie i nie zostawiał sierści. Pilnowała, aby rodzina nic w jego pobliżu nie jadła ani nie piła, aby nikt go niewłaściwie nie zdeptał, w ogóle zakazała po nim chodzić, ale to nie dawało oczekiwanych przez nią rezultatów. Dywan stawał się coraz mniej puszysty i absolutnie nie był już biały. Virginia, znana ze swoich wyjątkowych umiejętności, poprosiła ją, aby wyobraziła sobie ów dywan w idelanym stanie. Dokładnie taki, jaki chciała, aby pozostał. Śnieżnobiały i puszysty. A potem zapytała: Skoro dywan jest taki idealny, to co się stało z Twoją rodziną? I psem?

Gdy patrzę na ten mikołajkowy dywan, miejscami wytarty, ukwiecony niespieralnymi plamami, wyciągnięty kocimi pazurkami, oznaczony naszą rodziną jak piętnem, to za każdym razem widzę więcej niż ten smutny stan. Widzę moją rodzinę. Może trochę inną niż reszta rodzin. Z nieuleczalnie chorym dzieckiem. Z niepracującym magenisiowym tatusiem. Z niesfornym niemowlakiem. Ze stadem kotów... Ze zmęczeniem, które dotyka każdej godziny mojego życia, życia w nieustannym napięciu, jak na linii frontu. I choć mało śpię, nieregularnie jem, wciąż stoję przed bardzo trudnymi decyzjami, to za żadne skarby świata nie chcę, aby ten dywan pozostał miękki... i nieskazitelnie biały. Patrzę na niego z radością.


wtorek, 27 listopada 2012

wielkie ucho

Dziś odwiedziliśmy z Mikołajkiem Wielkie Ucho.
Stoi ono w rejestracji Światowego Centrum Słuchu.
Jeżeli chodzi o nazwę, to centrum jest światowe pod wględem metod leczenia, sprzętu i lekarzy, ale komunikacja z centrum pozostawia WIELE do życzenia.

Po pierwsze nie można się dodzwonić na ŻADEN z podanych numerów.
Po drugie czeka się na wizytę około pół roku.
Po trzecie...
Od początku listopada próbowałam się dodzwonić, żeby potwierdzić terminy wizyty, względnie przełożyć na wcześniejszą godzinę, żeby Mikołajek nie stracił tego dnia zajęć w przedszkolu. (Zapisałam go ponad pół roku temu, kiedy jeszcze nie chodził do Magicznej Busoli).
Wykonałam ponad 800!!! prób połączenia na wszyskich 6 numerów. Bezskutecznie.
W końcu zdesperowana wysłałam maila.
Zadzwonili godzię po wysłaniu wiadomości. Maila nie przeczytali, pan dzwonił, aby poinformować, że wizyta odbędzie się w innym miejscu. Miesce nam odpowiadało, więc potwierdziłam, że jednak będziemy i anulowałam maila. Wieczorem przyszła mailowa odpowiedź, że wysyłają maila gdzieś tam dalej, aby zastanowić się nad terminem. Zaraz, przecież już go anulowałam i sprawa była nieaktualna! Moje oczy po przeczytaniu wiadomości wyraziły bezbrzeżne zdumienie. Tatuś magenisiowy pojechał więc do Centrum i osobiście termin potwierdził. Pani dała mu cudowną karteczkę, że tak, jak najbardziej, wizyta się odbędzie dokładnie tego dnia i w tym miejscu i o tej godzinie. I tadam. Fanfary. Rano przyszedł mail, że przeczytali mojego maila i  termin wizyty został całkowicie anulowany. No to sobie wyobraźcie moją minę. I dali nam nowy termin. Inny termin. w innym miejscu.
Pod 6 wskazanych numerów telefonów znów się nie można było dodzwonić, z mailami mają problem, nie przekazują sobie historii kontaktów z pacjentem nawet po wizycie osobistej...
Przykład klasycznej bezradności komunikacyjnej i rozmytej odpowiedzialności, na której wyłożyło się już wiele firm. NO WŚCIEKŁAM SIĘ. Odszukałam numer, z jakiego dzwonił ten miły pan zapytać, czy inna lokalizacja przychodni nam odpowiada. Ktoś odebrał. To był ten miły pan. Opowiedziałam mu tę piękną polską historię kontaktów ze Światowym w końcu Centrum Słuchu. Pan po dłuższym czasie sprawę odkręcił. Przywrócił pierwotny termin.  Wciąż był miły. Wizyta odbyła się. Kurtyna. No comments. Albo może gratulacje.



No ale co z Wielkim Uchem?
Uszu... Jak mówi Mikołajek.
Zwlekałam z tą wizytą, licząc na to, że zarówno Mikołajek jak i Centrum kiedyś do niej dorośnie. Jeździliśmy tam trzy lata temu, aby wykluczyć występującą w zespole wadę słuchu. Wyniki badań były niejednoznaczne. Z jednej strony wskazywały na to, że Mikołajek słyszy. Z drugiej, że nie. Ale do szczegółowych badań słuchu potrzebna jest współpraca pacjenta z personelem. Jednego i drugiego wtedy zabrakło.
Sprawa się wyjaśniła wczoraj.
Mikołajek ma nietypowo zbudowany kanał ucha i aparat do badania słuchu nie zawsze wyłapywał "odpowiedź." Stąd sprzeczne wyniki. Poprzednio gąbeczka od aparatu utkwiła w uchu na amen i musiał ją wyjmować chirurg... Wszyscy byli bardzo przerażeni całą sytuacją. Oprócz Mikołaja. Wczoraj jak weszliśmy, pamiętał ten gabinet i od razy chciał kłaść się na stole zabiegowym...

Jedno z ważnejszych badań, które mogłoby wyjaśnić opoźnienie mowy Mikołajka nie mogło byćwcześniej wykonane, ponieważ pracujące przy badaniu panie trzy lata temu zrobiły wszystko (badanie robi się w głębokim śnie), aby Mikołajek przy każdej próbie zaśnięcia został obudzony. Kaszlały mu nad głową. Tupały drewniakami. Rozmawiały i śmiały się. Trzaskały drzwiami...
W Kajetanach jest nowa jednostka, podobno dopiero otworzona, zajmująca się brakiem mowy u dzieci ze spectrum autyzmu - i finalnie - wczoraj tam zostaliśmy skierowani, co w sumie jest bardzo dobrym wynikiem wizyty, bo to, że słyszy, wiedzieliśmy z obserwacji już od dawna. I to, że to nie o słuch chodzi, też. Więc czekamy na 7 stycznia. Wtedy powiedzą, co dalej. Być może tajemnica zaburzeń mowy wreszcie wyjaśni się w nowym roku.





sobota, 24 listopada 2012

pożegnania i podziękowania

W tym tygodniu odbyła się ostatnia terapia indywidualna Mikołajka z Panią Agatą.

Pani Agato!

Dziękujemy za włożone w pracę z Mikołajkiem serce i żałujemy, że tak krótko...
A poza tym - życzymy miłego i spokojnego czasu :-)
Mikołajek przesyła buziaki.



mama magenisiowa

środa, 21 listopada 2012

dycha

Jak z bicza strzelił, w poniedziałek Danielowi minęło 10 miesięcy.
Bardzo intensywnych 10 miesięcy.

W obie strony chodzi wzdłuż kanapy, ścian, stolika itp... Potrafi sam stać. Nie za długo, ale zawsze :)
Próbuje robić pierwsze samodzielne kroczki, na razie bez wyraźnego sukcesu.
Umie już używać palca wskazującego, naciska nim wszystkie możliwe znalezione guziczki, przyciski oraz wkłada go między drzwi oraz do oczu...
Nadal w pełni nie opanował funkcji "sen".
Słowo "mama" dodatkowo rozwinęło się znaczeniowo w słowo "pomocy".
Pięknie siedzi w półklęku (w rozmaitych wariantach).
Reaguje na domofon, ale to już ponad miesiąc. Rozumie, że zaraz ktoś przyjdzie, podchodzi do drzwi i czeka.
Wyjmuje z półek książki ( i oczywiście czyta). Pierwszą lekturą, po którą sięgnał, była "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa, potem zahaczył o "Love Story", a dziś zaglądał do "Ferdydurke" Gombrowicza.
Uwielbia koty, krzyczy na ich widok - szczególnie na białą Jessi.  Lubi się bawić swoim głosem. Jak słyszy muzykę, jego ciało zalicza serię radosnych podrygiwań i buja głową jak na koncertach heavymetalowych.

A! Stosuje diagnostykę: bada oczy, nos, usta, zęby, uszy... Mam wrażenie, że to obecnie jego ukochane zajęcie.
No i wspina się. Wszędzie i po wszystkim. Otwiera szuflady i do nich zagląda.
Ogląda bajki (z okrzykami radości). Gada do postaci.
Rzuca przedmiotami i sprawdza, gdzie spadły. Próbuje wkładać je na miejsce.
Robi pewnie jeszcze tysiąc rzeczy, o których teraz nie pamiętam, bo widzę je codziennie i zaczęłam traktować normalnie, już poza pierwszymi ochami i achami.I jak coś mi się przypomni, to będzie errata :-)







w sprawie sprawozdania Fundacji na temat 1% z roku 2011

Ponieważ docierają do mnie zapytania zatroskanych o los Mikołajka Przyjaciół, co z rozliczeniem 1% z 2011, spieszę poinformować, że w zasadzie mamy już większość środków zaksięgowanych. Jak tylko pojawi się całkowita kwota, przedstawię ją wraz z rozliczeniem (nie mówiąc o Ogromnym Podziękowaniu). Na dzień dzisiejszy wiem, że po spłaceniu zaległych faktur jeszcze z połowy tego roku dłużnikom, połowa terapii w 2013 roku będzie mogła być finansowana bezpośrednio dzięki Waszym wpłatom, a to ogromnie dużo i wielkie wsparcie. Szczegółowe wyniki finansowe przedstawię, jak Fundacja zaksięguje całość wpłat 1% na koncie, ponieważ codziennie dochodzą jeszcze informacje o kolejnym 1% i ta kwota jest płynna - to znaczy, jeśli zostało coś źle zaksięgowane - obniży się/podwyższy, słowem, zmieni.

To, że tak długo to trwa, wynika z tego, że Urzędy Skarbowe (a konkretnie jeden, który obsługuje Fundację) nie wywiązały się w terminie do przekazania środków z 1%... a zanim zostaną przeksięgowane na subkonta, zawsze mija trochę czasu. Z tego co pamiętam, w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" jest w tej chwili prawie 20000 podopiecznych. (!!!) (To pokazuje wydolność polskiej służby zdrowia i działań NFZ).


A oto oficjalny komunikat Fundacji:
"Drodzy Podopieczni, Rodzice, Opiekunowie,Środki z tytułu 1 % podatku za rok 2011 zostały zaksięgowane na subkontach.

Informujemy, że w związku z trudnościami w zidentyfikowaniu Podopiecznych na podstawie nieprecyzyjnych uszczegółowień wpłat podanych w zeznaniach podatkowych, nie są to wszystkie środki. W dalszym ciągu pracujemy nad zidentyfikowaniem i przeksięgowaniem pozostałych wpłat. Dotychczas udało się nam zaksięgować 99% wpłat podatników.
Pozostałe środki znajdą się na subkontach w ciągu trzech tygodni.
Wszelkie reklamacje będziemy przyjmować po 10 grudnia br., dlatego jeśli mają Państwo jakiekolwiek wątpliwości co do środków znajdujących się już na subkontach, prosimy o cierpliwość, gdyż są one obecnie sprawdzane."


Dziękuję i oczekujcie szczegółowych informacji w tej sprawie :-)

poniedziałek, 19 listopada 2012

niedziela, 18 listopada 2012

Ciocia Kasia

Wczoraj Mikołajka odwiedziła Ciocia Kasia, która w lato z mężem zrobiła wspaniałą loterię na rzecz Mikołajka. Wczoraj przyniosła ze sobą mikołajkowe prezenty. Prezent dla Daniela od razu zaanektował Mikołajek, zostawiając Danielowi tylko pudełko, które wg Daniela i tak było wystarczająco fajne. A prezent dla Mikołajka zaanektowała sama, czyniąc mi i sobie popołudnie intelektualne. Puzzle z ZygZakiem McQuinnem. Mikołajek przyglądał się z zainteresowaniem, jak oddzielamy puzzle, potem jak Kasia układa, a na koniec radośnie powitał ułożone przez nią dzieło. Ten to się umie ustawić :-)








 



sobota, 17 listopada 2012

17 listopada

17 listopada to dla mnie ważny dzień, bowiem dziś przypada
MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ ŚWIADOMOŚCI ZESPOŁU SMITH-MAGENIS.



Wiele dzieci do tej pory nie zostało zdiagnozowanych. Wiele zostało zdiagnozowanych źle (autyzm, upośledzenie, nieprawidłowy rozwój...) Wiele z nich nie dostało szansy takiej jak Mikołajek. Jestem tego świadoma. Terapia Mikołajka idzie w dobrym kierunku. Po zmianie przedszkola zmiany są wyraźne i Mikołajek jest spokojniejszy. Tamto miejsce generowało stres. To jest przystosowane do niego i jego potrzeb. Terapia poza przedszkolem przynosi też wielkie zmiany. Mikołajek buduje już pierwsze zdania! Dzisiejszy dzień to dla mnie wielki dzień...

Dziekuję Wszystkim, którzy wsparli mnie i Mikołajka wiarą, dobrym słowem, obecnością, 1%, finansowo... Bez Was terapia byłaby niemożliwa, a rozwój Mikołajka - pod znakiem zapytania. Ale dzięki Wam jest nadzieja, że mój synek będzie mówił. A gdy będzie mówił...
A gdy będzie mówił, będzie mógł iść do normalnej szkoły, do klasy integracyjnej... Albo do takiej, która będzie dostosowana do jego potrzeb, jak teraz przedszkole. Może kiedyś będzie bardziej samodzielny. Może kiedyś będzie mógł liczyć na siebie...

Dziękuję...

A zespół Smith - Magenis nie odbiera mi już dziś oddechu, nie wywołuje drżenia serca. Nie zakłóca snu. Od kilku lat pierwszy raz jestem zupełnie spokojna, co dalej. Jednocześnie mam tysiąc planów awaryjnych i żadnego. Będzie co będzie. Codzienny kontakt z moim dzieckiem przynosi mi ogromną radość i szczęście. Patrzenie na to, jak się śmieje, jak odkrywa świat, jak zaczyna się komunikować...
Mikołajek próbuje budować zdania, ale z braku znajomości słów (każdego słowa musi się od początku nauczyć mówić) buduje je jak w innym języku, np nie mówi "nie ma", ale "puste". Kombinuje jak może, aby ludzie lepiej rozumieli jego potrzeby, sam codziennie zyskując świadomość, jakie to ważne, być czytelnym dla otoczenia. Dzisiejszy wpis tworzę z rozrzewnieniem. Cieszę się z każdej chwili, kiedy jesteśmy razem, mój synku Mikołajku... Widzę, ile ciężkiej pracy już za Tobą... A ile przed Tobą, synku, któż to wie...

czwartek, 15 listopada 2012

to zdjęcie...

[...] Przypomina mi się jedno ze zdjęć z jego wczesnego dzieciństwa. Na tym zdjęciu Mikołajek płacze. To jedno jedyne w galerii wszystkich innych zdjęć uśmiechniętych. Ale to właśnie zdjęcie, z łzą płynącą po jego dziecięcym policzku, wyraża całą tę jego straszną chorobę dosadniej niż setki słów, które już padły... [...]




Serce mi się kraje, kiedy patrzę na to zdjęcie,
choć mojemu synkowi nic tu się nie stało.
Jest wrzesień 2008, Mikołaj ma półtora roku.
Na zdjęciu słynny smisiowo - magenisiowy płacz,
którym Mikołajek próbuje wszystko (i wszystkich) załatwić.
Wyobraź sobie, że słyszysz go 36 razy dziennie.
Ma różne natężenie, ale najczęściej dość głośne.
Z każdego powodu, który uzna za ważny Mikołajek.
Powodzenia...
A jak czuje się dziecko, któremu coś w środku, jakaś nieznana część, nakazuje wciąż płakać i płakać?



 

środa, 14 listopada 2012

kartki z podróży #5

13 sierpnia 2012

Danielowi coś zaszkodziło... Boję się, że kolejna noc będzie z głowy... Nosząc go, tuląc i bujając
patrzę na bawiącego się obok Mikołajka. Przepięknie potrafi bawić się sam. Siedzi w piaskownicy i tworzy inne światy, a prawdziwe życie dzieje się przecież poza piaskownicą...

Mam marzenie, żeby Mikołajek czytelniej wyrażał swoje potrzeby. Nie tylko wyciem, krzykiem, rozpaczaniem, łzami, złością, niezadowoleniem, wymuszaniem, terrorem... Ja wiem o co mu chodzi. Czy ktoś inny będzie wiedział?

Przypomina mi się jedno ze zdjęć z jego wczesnego dzieciństwa. Na tym zdjęciu Mikołajek płacze. To jedno jedyne w galerii wszystkich innych zdjęć uśmiechniętych. Ale to właśnie zdjęcie, z łzą płynącą po jego dziecięcym policzku, wyraża całą tę jego straszną chorobę dosadniej niż setki słów, które już padły...

to jest mój sen

To jest mój sen, sen, który mi się nie podoba. Takie sny, które mi się nie podobają, mam zazwyczaj w niedzielę nad ranem. W związku z tym tydzień rozpoczynam z lekkim niepokojem.

W tym śnie była straszna wojna albo coś w tym stylu. Zimna woja, może domowa. Wszystko było pozamykane. Pustki na ulicach. Pusto na sklepowych półkach. Gdzieś zniknęli wszyscy mężczyźni. We śnie byłam/czułam się jakoś tak...samotnie. Wszystkim kobietom odebrano dzieci (nie byłam przy tym, to się stało wcześniej, przed akcją snu). To było tak masowe, że nie broniłyśmy się. Powiedziano nam, że dzieci muszą być bezpieczne i dlatego trzeba je gdzieś przewieźć, odizolować... To spowodowało naszą ogromną bezsilność. A potem znalazłyśmy się w jakimś ośrodku wczasowym, w stołówce leżały materace dla nas, kobiet, do spania. Przyszli ludzie w białych kitlach, lekarze albo naukowcy. Rozdawali nam specjalne maski do oddychania, że niby w nocy będzie rozpylane coś przez kogoś, co może nas zabić. Od razu wiedziałam, że to bujda, ściema, nieprawda. Że to oddychanie przez maseczkę spowoduje naszą śmierć. Chciałam o tym powiedzieć innym kobietom, ale jeden z tamtych ludzi - naukowców tak na mnie spojrzał, jakby czytał mi w myślach. Bałyśmy się ich. Gdy przechodziłam przez jakiś korytarz, wykręciłam z tej maski pojemnik z rzekomym lekarstwem/filtrem/czymś tam. Czułam, że będą chcieli nas eksterminować. Bałam się, że to samo zrobili już z dziećmi i mężczyznami. Obezwładniała mnie bezradność moja i siedzących w milczeniu w stołówce na materacach kobiet. Facet rozdający materace nagle stanął w innym świetle, tym wpadającym przez otwarte drzwi. Przyjżałam mu się uważnie. Miał ostro zakonczone elfie uszy i zółtą cerę, jakby miał żółtaczkę. Szafirowe oczy... Inwazja obcych!

Pustka po dzieciach... Absolutna nieświadomość, gdzie są, co się z nimi dzieje... Ewolucyjny ból... Skarga miłości... Tęsknota... Nie wiem czemu, ale coś mi mówiło, że one żyją, że są gdzieś blisko i wystarczy tylko odkręcić ten pochłaniacz w masce, żeby uciec i odszukać je... Więc przygotowałam się. Ale zanim we śnie nadeszła noc, tu już był dzień. 5:30. Daniel wstał i zaczął dzień od swojego dadada...

poniedziałek, 12 listopada 2012

chusteczka

Wszyscy mnie pytają o chusteczkę. Chusteczkę, którą Mikołajek ma pod czapką na zdjęciach z niedzielnego spaceru. Wykorzystanie chusteczki to inwencja własna i kreatywność mojego dziecka. Otóż podstawowa funkcja chusteczki to plasterek pana Kleksa. Czyli w miejsce bolące lub takie, które boli rzekomo, a Mikołajek wykorzystuje do zwracania na siebie uwagi, jak w niedzielę podczas spaceru, należy przyłożyć chusteczkę. Chusteczka zaczyna leczyć natychmiast po przyłożeniu. Tak więc nie jest to żaden cudny kwiat z Wysp Polinezji. To chusteczka lecząco-zwracająca na siebie uwagę.
No i wzorcowe pozowanie modela. Na kolejnym zdjęciu Mikołajek płacze, gdyż chusteczka zaczęła zastępować czapkę i została usunięta...

candy u Penelopy

Penelopa i jej blog - obecnie pod nazwą I need food and sleep zaprasza na kosmetyczną rozdawajkę.




Szczegoły TU

niedziela, 11 listopada 2012

liebster blog



Mama Doskonała zaprosiła mnie do zabawy - liebster blog
Treść zabawy to odpowiedź na 11 pytań...
Niestety z braku czasu na tym się skończy, ale jak tylko czas okaże się dla mnie łaskawszy, wytypuję kolejne blogi do zabawy i napiszę kolejne 11 pytań.
 
Dziękuję za zaproszenie,
a teraz... 11 odpowiedzi na pytania zadane przez Anjami ... miłego :)
 
1) Kociara czy psiara?

Zdecydowanie kociara.

2) Czy masz ulubionego pisarza, jeśli tak, kto to?

Philip K. Dick
 
3) Ulubiona potrawa/deser to...

Czekolada zawsze i wszędzie i w każdej postaci.

4) Ulubiony napój?

Woda. W lato chłodna. W zimę ciepła.

5) Ulubiony kolor

Zielony...

6) Co zrobiłabyś po wygraniu w lotto?

Miałabym pieniądze, aby leczyć Mikołajka. Kupiłabym wielki turkusowy dom, mógłbyby być z jakimś miłym niedźwiedziem ;) Założyłabym fundację, której celem byłoby umożliwienie rozwoju młodym ludziom, którzy nie mają możliwości kształcenia i rozwijania swojego talentu tak, aby się później z niego utrzymać.

7) W jakim stroju czujesz się najlepiej?

W takim, w którym jest mi wygodnie.
 

8) Twój sposób na zwalczanie kompleksów?

Hmmm... Patrzę realnie na świat. Wszystko ma swoją ciemną stronę, nie ma rzeczy idealnych, a kompleksy są częścią życia. Mówią nam o tym, że jesteśmy ludźmi.
To nawet dla mnie zaskakujące, ale ich nie mam.

9) Rada na miły początek dnia?

Carpe diem.

10) Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?

Bez bieżącej ciepłej wody i bez miłości bliskich. W odwrotnej kolejności.

11) Ukochany gadżet

Telefon ze wszystkim, z czym się tylko da.


 

niedziela łapiemy promienie słońca


 
 


 









 

 
 









czwartek, 8 listopada 2012

wyróżnienie


 
czyli Matka Kwiatka
 
obdarowała mnie następującym wyróżnieniem.
Dziękuję w swoim imieniu i w imieniu Mikołajka,
bo w pewien ważny sposób on też pisze tego bloga...
 
Dziękuję jeszcze raz. Piszę prosto z serca...
 
 
 
Zasadą wyróżnienia jest wyróżnić inne blogi tak, aby wieści o nich poszły dalej w świat.
Z braku czasu niewiele teraz czytam, ale zawsze wracam do trzech, nie licząc pięknego bloga prowadzonego przez Matkę Kwiatka, której też należy się ode mnie takie wyróżnienie za pewne wyczulenie duszy, które jest bliskie mojemu...


A więc:

Mama Doskonała, Anjami, która snuje opowieść o swoim życiu, a ja czytam jak dobrą powieść prawdziwej matki Polki, która jadła chleb z niejednego pieca, powieść o życiu podobnym i niepodobnym do mojego, bardzo mi bliska...

Pen, która ma pióro obdarzone pewnym ulotnym poczuciem humoru, który do mnie trafia nie mniej niż szata graficzna jej bloga. Nawet gdy pisze o rzeczach smutnych czy dla niej nieprzyjemnych, jej podejście pomaga mi przetrwać moje małe dramaty.

I wspaniały blog Moniki
Wielki Dziennik Sukcesu
inny od poprzednich.
WDS to po prostu blog o prawdzie, której poszukuje w swoim życiu autorka.
Lubię tam zaglądać.
Zawsze mnie do czegoś zainspiruje, pozostawi temat do myślenia,
choć czasem mam inne podejście czy poglądy na dany temat.

I jak to napisała Matka Kwiatka
- absolutnie nie czytajcie! ;)


niedziela, 4 listopada 2012

rozmiar jest ważny

A jednak rozmiar jest ważny. Takiego odkrycia dokonał ostatnio Mikołajek. Obecnie wszystko jest albo duuuuże, albo małe. Na tej zasadzie sprzątaliśmy wczoraj pokój bez ryków krzyków i innych wyć. Bo Mikołajek sprzątał najpierw rzeczy małe, a potem duże. W następnej kolejności książeczki duże, a potem małe. I tak dalej... Aż się okazało, że to, co według mnie jest duże, Mikołajek określił jako małe, i to, co jest małe, dla Mikołajka jest duże. Obiad też był dziś duży. Ale Daniel jest mały. Duża jest kołdra. Kolejny dzień w poszukiwaniu wielkości i małości. Przychodzi i obwieszcza mi, że coś jest małe lub duże. Muszę za nim powtórzyć - Tak, Daniel jest mały. Tak, piłka jest duża. Czasem punkt widzenia się zmienia i okazuje się, że to, co przed chwilą było małe, teraz jest duże. No cóż, jedynym pewnikiem w życiu jest zmiana.

MAŁE

DUŻE

sobota, 3 listopada 2012

Terapia Mikołajka

Już dawno miałam o tym napisać, jak pracuje Mikołajek w tym roku. Teraz już sytuacja się ustabilizowała, wiemy co i jak. Po tygodniu takiej wytężonej pracy Mikołajek jest wykończony, ale sama widzę efekty... Często po przyjściu z przedszkola zasypia nad kolacją... Wzruszające... Nad pełnym talerzem... Jednak mówi coraz więcej i jest teraz spokojniejszy. Wciąż gdzieś w zakamarkach mojej duszy drzemie nadzieja, że się uda, że będzie kiedyś w jakiś sposób samodzielny... I poradzi sobie...

Jak wygląda tydzień pracy Mikołajka:

ZAJĘCIA PRZEDPOŁUDNIOWE:

poniedziałek INTEGRACJA Z DZIEĆMI, LOGORYTMIKA

wtorek LOGOPEDA p. Paulina, SOTIS

środa INTEGRACJA SENSORYCZNA p. Kasia, SOTIS

czwartek NEUROLOGOPEDA, p. Aga, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna

piątek LOGOPEDA, p. Paulina, SOTIS

ZAJĘCIA POPOŁUDNIOWE

13.00 - 18.00 Przedszkole Magiczna Busola, SOTIS /zajęcia ogólnorozwojowe i ogólnoprzedszkolne w grupie dzieci podobnie dysfunkcyjnych oraz terapia indywidualna/

oraz całodniowa opieka Asystenta - Cienia, Cioci Grażynki.
(nauka czynności samoobsługowych, zachowań społecznych, kontynuacja nauczania podstawowego - wiedza przedszkolna)

czwartek, 1 listopada 2012

konik

Konik to ukochane zwierzątko Mikołajka. Przytulanka. Ma ogonek, kopytka i grzywę. Był zszywany jakieś sto razy. Nie mam jasności, czy Panie w przedszkolu dały Mikołajkowi jako pracę manualną do zrobienia właśnie konika, czy sam wybrał, jakie to ma być zwierzątko. Od której strony na to nie patrzeć, oto konik... Niestety grawitacja i ogrzewanie zrobiły swoje i dziś konik jest już tylko kupką kasztanów i plasteliny :(



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...