wtorek, 10 września 2013

Błota, Błota i po Błotach...

Cudowny czas, cudowne miejsce...
Bociany... Konie... Żurawie...
Morze i fale, wydmy, wiatr...
Tańczące na wietrze ziarenka piasku przypominają, że nie ma rzeczy idealnych...
Pogięte sosny.
Niezmierzone łąki... Sarny, koziołki, zające,jastrzębie i myszołowy.
Ludzi tyle, ile potrzeba.
Pełna swoboda życia.
Raj?

Na początku - trudna adaptacja. Nieukojone, zniszczone takim, nie innym życiem nerwy, zmiana klimatu, deficyty snu...
Zimno, deszcz i dwanaście stopni. Trwająca tydzień gorączka Daniela. Szaleństwa i wycia Mikołajka.
Drugi tydzień - aklimatyzacja. Pogoda w kratkę. Zwiedzamy miejsca, w których byliśmy w zeszłym roku. Robimy ogniska. Jemy kiełbaski. Łapiemy komary i osy. Czuję, że dobrze wybrałam kierunek, ale trzy tygodnie to mimo wszystko może być nam za mało...
Trzeci tydzień. Gorąco i pięknie. Pogoda jak drut. Czuję, jak moje ciało wreszcie oddycha pełną piersią. Jak rozprostowują się zgniecione stresem mięśnie. Jak odzyskuję spokój. Jak na plaży, patrząc w odległy horyzont morza, na bawiące się spokojnie dzieci, odzyskuję wewnętrzną równowagę. Łapię pion. Tik, tak. Zegar może sobie tykać. Mnie nie dotyczy zegar. Nie wiem, który jest dzień tygodnia. Aż do przyjścia soboty. W sobotę Mikołaj od rana płacze. Wyje. Krzyczy. Jest niespokojny. Prowokuje. Zwraca na siebie uwagę. Nic dziwnego. Właśnie się pakujemy... Ostatni raz otwieram bramę, żegnam się z panią Bożenką i z maleńkim Wiktorem. Mam w oczach łzy. Do następnego lata... Na Błotach stoją żurawie. Trzydzieści, może czterdzieści... Krzyczą po swojemu, tym swoim przenikliwym głosem... Będę tęsknić. Już tęsknię. Już myślami jestem tam, na Błotach. Z zapachem koni i siana. Z tęsknotą do niekończącego się horyzontu z pianą fal...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...